Przechowywane w koszalińskim Archiwum Państwowym dawne niemieckie książki adresowe są nieocenionym źródłem informacji o tym, czym zajmowali się koszalinianie 100 lat temu.

Filcowe pantofle, gumowe buty

W 1891 roku w liczącym 17 810 mieszkańców Koszalinie działało np.15 kowali, 17 fryzjerów i 36 piekarzy. Bardzo liczną grupą zawodową byli wówczas krawcy – było ich aż 95. Najliczniejszą grupę zawodową stanowili jednak szewcy. W 1891 roku było ich w Koszalinie aż 194. Nie oznaczało to oczywiście, że dawni koszalinianie nagminnie niszczyli swoje obuwie. W tamtych czasach szewcy i cholewkarze zajmowali się również – a może przede wszystkim – produkcją obuwia. Oczywiście wytwarzali je ręcznie, a ich podstawowymi narzędziami były proste kopyto, dłuto, szydło, nóż, ścieracz, młotek, szczypce.

W ciągu jednego dnia ciężkiej pracy szewc mógł stworzyć parę butów. Aby zaoszczędzić na pośrednictwie handlowców, niektórzy szewcy prowadzili również sprzedaż obuwia – początkowo swojego, z czasem również sprowadzanego. Jednym nich był np. niejaki Wilhelm Gromke, występujący w księdze adresowej jako Schuhmachermeister (mistrz szewski) mający swój zakład (oraz sklep) przy Berg Strasse 3.

Jego lokal uwieczniony na starych zdjęciach przetrwał w tym samym miejscu przez kolejne 35 lat i choć w 1939 roku jego właścicielem był Otto Puls, nosił dumną nazwę Schuhhaus Gromke (Dom Obuwia Gromke). Koszalinianie mogli kupić buty również w kilkunastu innych sklepach. Wśród zachowanych reklam z tamtego czasu zwraca uwagę grafika z krasnoludkiem niosącym but reklamująca sklep Franza Maua przy Friedrichstrasse 3 (dziś ul. Słowackiego) a także rysunek buta na tle serca reklamujący dwa sklepy obuwnicze Herzschuhe J. Schulza mieszczące się przy Hochetor Strasse (dziś ul. 1 Maja) i przy Kleine Bau Strasse (dziś ul. Księżnej Anastazji).

Można tam było kupić skórzane i filcowe pantofle, damskie, męskie i dziecięce buciki, „Gummi schuhe” (półkalosze), obuwie sportowe i turystyczne. Jednak największymi salonami obuwniczymi w przedwojennym Koszalinie były dwa, mieszczące się w samym centrum miasta. Pierwszy z nich mieścił się z prawej strony dawnego ratusza w nieistniejącym dziś budynku na rogu ul. Zwycięstwa i Laskonogiego (po wojnie mieściła się tam Składnica Harcerska). Ogromna reklama ścienna informowała, że mieści się tam Schuhwarenhaus (Dom Obuwniczy) Paula Berndta. Dodatkowo pod tym samym adresem działał Erich Berndt (handel papierosami, cygarami i tytoniem) oraz (ciekawostka) pani Frederike Berndt – mistrzyni w szewskim rzemiośle. Natomiast z lewej strony dawnego ratusza przylegał doń najbardziej elegancki i ekskluzywny w Koszalinie sklep renomowanej sieci Tack i spółka.

Jeżeli buty, to tylko od Konrada Tacka!

Ciekawa jest historia tej niepochodzącej z Koszalina firmy. Konrad Tack był synem fabrykanta zajmującego się produkcją jedwabiu. Początkowo zajmował się jego sprzedażą, nie zamierzał jednak kontynuować rodzinnego interesu. W 1883 r. wraz z bratem Jeanem oraz Wilhelmem Dedermannem założyli w miejscowości Burg fabrykę obuwia. Początkowo zakład zatrudniał 20 doświadczonych szewców, którzy przy pomocy 5 maszyn byli w stanie wyprodukować 40-50 par butów dziennie.

Bez problemu sprzedawano je nie tylko w okolicy, ale wkrótce rozpoczęto sprzedaż wysyłkową do wszystkich regionów Niemiec. W 1886 r. zatrudniono komiwojażerów. Sprzedaż rozwijała się tak dynamicznie, że wkrótce zakład rozbudowano, a firma po przyjęciu do spółki hurtownika Hermanna Krojanke przekształciła się w spółkę akcyjną Conrad Tack & Cie (Konrad Tack & Spółka). Już w 1889 r. zatrudniano 180 ludzi i produkowano 500 par butów dziennie. Tack & Cie była firmą nowoczesną pod każdym względem: konsekwentnie zakupywano najnowsze maszyny, systematycznie rozwijano nowe kanały dystrybucji i rekrutowano najbardziej zdolny i wyszkolony personel. W 1892 roku Konrad Tack jako pierwszy producent obuwia w Niemczech otworzył firmowy sklep w Berlinie, a wkrótce jego filie w całych Niemczech.

W 1892 roku zatrudniano 400 pracowników produkujących 2100 par butów dziennie sprzedawanych w 25 sklepach; w 1905 roku ilość pracowników wzrosła do 1050, produkcja wynosiła 4000 par butów sprzedawanych w 90 sklepach. Wielki kryzys 1929 r. zachwiał nieco imperium, które zresztą po przejściu Konrada Tacka na emeryturę, od 1905 roku należało już do syna dawnego wspólnika, Willama Krojanke, a po jego śmierci w 1924 r., do Hermana Krojanke, zachowując jednak ugruntowaną nazwę Tack i Spółka.

Dojście do władzy Hitlera spowodowało, że firma została przejęta przez największego dostawcę skór o nazwisku Freudenberg (panowie Krojanke byli Żydami). W 1938 roku fabryki obuwia Tack & Spółka należały do największych europejskich firm w tej branży produkując 3 miliony par butów rocznie sprzedawanych w 130 własnych sklepach, w tym w Koszalinie. Sklep mieścił się początkowo przy Bergstr. 7 (róg dzisiejszej ulicy Zwycięstwa i Mickiewicza), co widać już na pocztówce z 1915 r; jednak wraz z rozwojem firmy i wzrostem ilości własnych punktów sprzedaży, przeniósł się i do końca istnienia niemieckiego Koszalina usytuowany był obok dziś już nieistniejącego gmachu dawnego ratusza pod adresem Markt 2, w miejscu dawnej Mody Polskiej. Hasłem reklamowym firmy było: „Tack – buty dla wszystkich”, a formą reklamy było m. in. wydawane przez wiele lat dla dzieci czasopisemko pt. „Der Gute Conrad” (Dobry Konrad), w którym co miesiąc wraz z dobrym czarodziejem Konradem, mali czytelnicy wyruszali w świat opowiadań, zagadek, rebusów i naturalnie reklam „butów dla wszystkich”.

Szewc bez butów chodzi

W 1945 roku sklep obuwniczy Tacka wraz z całym koszalińskim śródmieściem leżały w gruzach, a koszalińscy szewcy wraz z pozostałymi niemieckimi mieszkańcami zostali zmuszeni do opuszczenia miasta. Na ich miejsce przybyli nowi - polscy pionierzy. Wśród nich w pierwszej grupie byli dwaj szewcy o nazwiskach Gawrych i Wilk. 4 lutego 1946 powołano cech szewców i cholewkarzy, do którego po dwóch latach należały 33 prywatne zakłady szewskie.

W czasach stalinowskich prywatna branża była jednak niemile widziana przez komunistyczne władze. W sierpniu 1948 rozwiązano samorząd cechowy, a pod koniec 1950 r. zlikwidowano w mieście wszystkie prywatne zakłady. Szewcy podjęli pracę w usługach spółdzielczych. Szybko spowodowało to problemy. W 1950 r. Kurier Koszaliński informował: „Jedno z przysłów twierdzi, że szewc bez butów chodzi. W Koszalinie niestety nie tylko szewcy. Kto w Koszalinie pragnie oddać buty do naprawy, znajdzie się w nie lada kłopocie. W zasadzie istnieją tu dwa warsztaty naprawcze spółdzielni „Dobry But”, lecz na kolejkę w jednym trzeba czekać dwa tygodnie, a w drugim też dwa!. Co mają zrobić ci, którzy nie mogą czekać? Co na to „Dobry But”?”

Dziś zawód szewski powoli odchodzi do przeszłości. W koszalińskim muzeum jedną ze stałych wystaw jest rekonstrukcja XX-wiecznego warsztatu szewskiego, do którego eksponaty przekazał jeden z koszalińskich rzemieślników. Wszystkie pochodzące sprzed 100 lat maszyny są nadal sprawne, a robne narzędzia z II połowy XX w. jeszcze niedawno były używane w koszalińskich warsztatach szewskich.

Korzystałem m.in. z opracowania Zenona Kasprzaka „O pionierach koszalińskiego rzemiosła” w Roczniku Koszalińskim z 2010 r.

Zobacz także Widowisko "Nie kochać w taką noc..." z okazji Dni Koszalina

Mieszkańcy informują

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!