16  kilo - bagatela! Niejeden z nas musiałby taką kulę  podnieść dwoma rękami

16 kilo - bagatela! Niejeden z nas musiałby taką kulę podnieść dwoma rękami (© archiwum Anny Golec)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Patrząc na Annę Golec, trudno uwierzyć, że potrafi ona w ciągu 10. minut podnieść kulę ważącą 24 kg aż 192 razy. Koszalinianka trenuje kettlebells.

Kettlebells to rodzaj odważników, które wyglądem przypominają kulę armatnią z uchwytem. Trening z kettlebells nie tylko zwiększa siłę mięśni, ale także poprawia gibkość, koordynację i dobrze wpływa na wydolność sercowo-naczyniową. W Polsce nadal jest to mało znany i popularny sport, choć rzesza jego fanów stale rośnie. Kolebką tej dyscypliny jest Rosja i stamtąd pochodzi najwięcej zawodników. Pierwsze treningi zaczyna się tam od dziecka.

Mało kto wie, że właśnie z Koszalina pochodzi Anna Golec, mistrzyni Polski, wicemistrzyni świata i brązowa medalistka mistrzostw Europy kettlebells.

Zrządzenie losu

Pani Ania zawsze myślała, że będzie mamą, która gotuje obiady i siedzi z dziećmi w domu. Jej wrodzona natura sportowca nie pozwoliła na to. - Przez 10 lat trenowałam judo. Kilka lat temu wróciłam do sportu. Na początku był to fitness, ale nie bardzo potrafiłam się w nim odnaleźć. Poszłam więc na siłownię razem z kolegą - opowiada Anna Golec.

- Leżały tam takie duże kule i nie bardzo wiedziałam, do czego służą. Ale kolega znalazł w internecie informację, jak się powinno z nich korzystać, pokazał mi to i to była miłość od pierwszego... ćwiczenia. Co ciekawe, na początku pani Ania nie bardzo zdawała sobie sprawę z tego, że na świecie ten sport jest popularny i że odbywają się zawody. - Ponieważ bardzo się w to wciągnęliśmy, postanowiliśmy pojechać na szkolenie. Pierwsze odbyło się w Zielonej Górze. Potem trafiliśmy pod skrzydła Leona Kledzika w Gdańsku - wspomina zawodniczka.

Trener i zawody

Koszalinianka swoje treningi zaczęła wrzucać w postaci filmików do internetu. Jeden z nich obejrzał trener z Włoch. - I to on jako pierwszy zachęcił mnie do wzięcia udziału w zawodach. Instruował mnie i doradzał przez internet. Zaczęliśmy „trenować” w maju, a w lipcu pojechałam na swoje pierwsze mistrzostwa Polski, zdobywając tam od razu złoty medal. Potem były mistrzostwa świata w Hamburgu, skąd przywiozłam srebro - opowiada A.Golec.

Duch rywalizacji

Koszalinianka, tak jak pozostali zawodnicy kettlebells, za udział w zawodach i treningi płaci z własnej kieszeni. Z ostatnich mistrzostw świata 11-osobowa drużyna z Polski przywiozła 5 medali, w tym srebro pani Ani. - Ten sport bardzo wciąga. Ja, gdybym mogła, ćwiczyłabym codziennie, ale ograniczam się do 4.-5. treningów w tygodniu - śmieje się nasza rozmówczyni. - Próbowałam założyć grupę w Koszalinie, ale niestety jest to za mało wypromowany sport. Tymczasem jest doskonały i dla kobiet, i mężczyzn, bo tak naprawdę ćwiczymy wszystkie partie ciała. Dla mnie dodatkowym atutem jest to, że jest to trening siłowy i wytrzymałościowy.

16 kg szczęścia

W czasie zawodów chodzi o to aby jak najwięcej razy w ciągu 10. minut podnieść kulę ważącą 16 (w przypadku amatorek ) lub 24 kg ( profesjonalistki). - Można zmienić tylko raz rękę - dodaje Anna. - W ostatnich minutach przychodzi prawdziwy kryzys. Bakcylem kettlebells pani Ania zaraziła inną koszaliniankę i teraz obie panie trenują razem. - Mam nadzieje, że uda nam się wybrać na zbliżające się w lutym mistrzostwa Polski w Olsztynie - snuje plany zawodniczka.

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!